Prawo

Charles Colman: Fashion can go hand in hand with law

by Anna Radke, photo: Piotr Rymer (Przeczytaj po polsku)
Waiting for somebody to like it
Do you?

Charles Colman is one the best experts of fashion law in the world – he is an active solicitor, founder of the Fashion Law Committee at New York City Bar Association and lecturer. Running between his firm at 419 Lafayette in Noho and New York University School o Law, where he lectures, he took time to tell me that fashion can go hand in hand with law.

Anna Radke: How did you begin your career? 

Charles Colman: I’ve had multiple “careers” – I was an aspiring musician for a while, then I worked in finance and publishing before going to law school.

Remember that in the U.S., college (four years) and law school (three years) are separated, so people typically major in a non-legal field at the undergraduate level (linguistics, in my case) and then decide they want to go to law school later on.  With that said, many people have already decided they want to go to law school by college, major in something relevant to the law (like political science or economics), and don’t take any time off between college and law school.

When I decided to go back to law school after three years out in the workforce, I initially wanted to do impact litigation.  During my first summer and 2L year, my focus shifted to intellectual property law.  I went to a large firm with the hope of getting substantial IP work, though there wasn’t enough to go around – most associates were working on litigation related to the economic collapse.  I had to decide whether to stay at that firm for a few years and then try to go into IP, or leave relatively early on and try to practice IP law in some other venue.  I opted for the latter, leaving the large firm after one year and four months to start my own IP-oriented boutique law firm.

What recommendations do you have for someone starting out in this area? What skills are necessary for an entry-level position?

It depends on what you mean by “this area” – I assume you’re referring to either IP or “fashion law.”  It can be very difficult to obtain entry-level positions in either area.  (There are notable exceptions, like patent law, for those who are qualified.)  Often, the most one can hope for is to land an entry-level job that will position him or her for an eventual jump into an IP and/or fashion-related job.  This requires a substantial amount of strategy and advanced planning, like looking at what IP firms and fashion companies state as requirements for employment in their job postings, and trying to anticipate whether/how that might change over the next few years.

As to the second part of your question, the most important skills are: a sold understanding of the law; facility with legal research; a strong work ethic;  a willingness to work on areas outside one’s comfort zone/one’s areas of interest; and the social/emotional intelligence to work well with one’s coworkers (especially those in a position to get you the kind of work that you want).

How is it to own your law firm? Do you prefer it to working for a big corporation?

It will come as no surprise to hear that it carries perhaps greater risks and greater rewards than working at an established firm. It requires that a lawyer spend significant time on marketing – both in the form of writing/speaking and relationship cultivation.  Naturally, there is much more administrative work, like accounting and website maintenance, that a lawyer has to handle (at least at the early stages) which would be handled for you at a large firm.  Some attorneys don’t enjoy this non-legal work – they’d rather just be given assignments and do them well – and there’s nothing wrong with that. The most important thing is to have enough self-awareness to know which type of environment will allow you to thrive.

It’s difficult to say which environment I prefer; there are pros and cons to both types of work.

Do you enjoy your job? Is this what you always wanted to do, or did you change careers?

Well, my new job is Acting Assistant Professor at NYU Law School (even though my practice remains open).  But yes, I enjoy running my own firm, and I enjoy being in an academic environment.  They offer different types of satisfaction.

I definitely did not always know this is what I wanted to do; as I have said I worked in music, finance, and publishing before law school, and tried different things even once I was a law student.  I do think there is an important trial-and-error component to figuring out what one wants to do, but my impression is that there may be less room for that in today’s world, which is unfortunate.

What was your favorite law case so far?

My favorite case to follow was definitely the Louboutin v. YSL “red sole” case, because I thought it raised fascinating questions about the intersection of status, creativity, and trademark law.

My favorite case that I personally handled was a litigation in which I defended a jewelry designer after his previous attorney withdrew from the case I moved to vacate a court order that I thought was ridiculous, and was partially successful.  I appealed the rest of the court’s order, but that appeal wasn’t fully briefed or adjudicated, for reasons I can’t discuss.

What are the most important factors governing career success?

This will always differ depending on one’s chosen career, one’s personality, and many other factors. But I think it’s safe to say that hard work, a willingness to accept criticism and make improvements accordingly, and the ability to get along with others will always contribute to one’s success.  Apart from that, I’ll leave the answer to the experts…

Charles Colman to jeden z najlepszych specjalistów prawa mody na świecie – aktywny adwokat, założyciel Fashion Law Committee przy New York City Bar Association i wykładowca. Kursując między swoją kancelarią przy 419 Lafayette w Noho a New York University School of Law, gdzie prowadzi wykłady, znalazł czas, by opowiedzieć mi, że moda i prawo idą ze sobą w parze.

Anna Radke: Kariera prawnika w Stanach Zjednoczonych wymaga co najmniej 7 lat edukacji. Skąd wybór takiej ścieżki kariery?

Charles Colman: Upłynęło trochę czasu, zanim doszedłem do wniosku, że prawo to moje przeznaczenie. Pracowałem jako specjalista od finansów, zatrudniłem się w wydawnictwie, a nawet przez krótki epizod aspirowałem jako muzyk. Wszystkie te doświadczenia pomogły mi w dokonaniu wyboru – aplikowania do szkoły prawniczej. Tak jak wspomniałaś, w USA, aby podejść do egzaminu adwokackiego, trzeba ukończyć czteroletni college, a później zdać na prawo, które trwa dodatkowe sześć semestrów. To naprawdę sporo nauki. Uważam jednak, że to świetny system. Nie trzeba, już w wieku 18 czy 19 lat, decydować, kim zostanie się w przyszłości. Dlatego ludzie na I etapie studiów specjalizują się w różnych dyscyplinach – w moim przypadku była to lingwistyka na Yale. Są też tacy, którzy wiedzą, czego chcą. Od razu wybierają politologię czy ekonomię, by bezpośrednio po uzyskaniu tytułu „bachelor’s”, udać się do „law school”. Ja wolałem odetchnąć. Jako student I roku prawa na Uniwersytecie Columbia interesowałem się przede wszystkim sporami sądowymi. Dopiero podczas wakacji po II roku zaintrygowało mnie prawo własności intelektualnej. Po studiach otrzymałem ofertę z dużej kancelarii prawniczej, gdzie miałem nadzieję zyskać wiele doświadczenia. Niestety nie udało się – większość adwokatów zajmowała się wtedy krachem finansowym. Nie było to po mojej drodze. Nadszedł moment, by podjąć ważną decyzję. Pomyślałem sobie: albo zostaję w tej kancelarii, albo otwieram własną. Nie było lekko, szczególnie, że chciałem praktykować na tak przesyconym rynku prawniczym jak ten nowojorski. Na szczęście udało się – rok i cztery miesiące później zacząłem działać we własnej butikowej kancelarii. Moje wcześniejsze przygody sprawiły, że skupiłem się na prawie obejmującym kulturę, a ściślej: sztukę, muzykę i modę.

Dzisiaj Charles Colman to autorytet w zakresie prawa mody. Czy tak wyobrażał Pan sobie swoją przyszłość?

Niedawno objąłem stanowisko profesora na New York University School of Law, ale nie zamierzam zawieszać działalności w firmie. W USA profesorowie prawa to częściej praktycy niż teoretycy. Muszę przyznać, że oba zawody sprawiają mi radość – uwielbiam swoją kancelarię i kontakt z klientami, ale realizuję się również w sferze akademickiej, kiedy mam szansę poznawać opinie studentów. Na pewno zajmuję się czymś innym niż wyobrażałem sobie to jako dziecko, ale przynosi mi to niebywałą satysfakcję. Wierzę, że niezależnie od obranej ścieżki, dotrzemy do przeznaczonego nam miejsca. Próbowałem swoich sił jako muzyk, finansista i pracownik wydawnictwa. Zasmakowałem różnych, często skrajnych dyscyplin, zaliczyłem wiele potknięć, ale w końcu odnalazłem swoje przeznaczenie. Metoda prób i błędów to nieodzowny element podróży każdego, kto pragnie odnaleźć pracę, która nie będzie szarą codziennością, a prawdziwą pasją. Jedyne, co mnie martwi to to, że kolejne pokolenia dostają coraz mniej szans na popełnianie błędów. Szkoda, bo to ważna część wkraczania w dorosłość. Nie można wymagać od szesnastolatka, by wiedział, co będzie robił za 10 lat.

Założył Pan własną kancelarię w bardzo młodym wieku.

Pewnie to, co powiem nikogo nie zdziwi, ale praca u siebie niesie więcej ryzyka niż bycie malutką częścią wielkiej firmy, ale przynosi też więcej korzyści. Prowadzenie indywidualnej kancelarii zmusza do poświęcenia czasu na marketing i reklamę. Do mistrzowskiego poziomu trzeba doprowadzić autoprezentację. Z tego rodzaju działalnością wiąże się też więcej typowo administracyjnej roboty, takiej jak prowadzenie księgowości czy, przynajmniej na początku, strony internetowej. W korporacji nikt nie zaprząta sobie tym głowy. Niektórzy adwokaci nie lubią takich zajęć – po prostu wypełniają powierzone im zadania i robią to fantastycznie. Ja sobie tego nie wyobrażam, każdy ma swój styl. Absolwent prawa musi zadać sobie pytania, w jakim środowisku chce się odnaleźć. Gdy dojdzie do rozwiązania tej łamigłówki, odkryje, że jest nie tylko spełnionym prawnikiem, ale i klienci będą bardziej zadowoleni z jego usług. W ten sposób podnosi się jakość.

Jaka była najciekawsza sprawa, z którą miał Pan do czynienia?

Najbardziej zaintrygowała mnie sprawa Louboutin przeciwko Yves Saint Laurent, dotycząca słynnej czerwonej podeszwy. Dzięki niej w środowisku prawniczym poruszono wiele fascynujących kwestii dotyczących tego, czym jest status, jakie są granice kreatywności i jak istotne w tej branży są znaki handlowe. Napisałem nawet artykuł o tym, jak widzę ten problem (http://www.styleite.com/media/louboutin-lawsuit-explanation/ – przyp. red.). Natomiast najbardziej interesującą sprawą, którą zajmowałem się ja sam, był spór, w którym broniłem projektanta biżuterii, po tym jak jego poprzedni adwokat wycofał się ze sprawy (http://bit.ly/17QTjpM – przyp. red.). Wygraliśmy, choć nie było łatwo, więc szczególnie cieszę się z odniesionego zwycięstwa.

Jakie w ogóle zacząć karierę w prawie mody?

W USA bardzo trudno stawiać pierwsze kroki jako „fashion lawyer”. To bardzo wąska gałąź prawa. Dopiero w 2008 roku Susan Scafidi poprowadziła pierwszy kurs tego typu na Fordham School of Law w Nowym Jorku. Oczywiście są wyjątki, a wśród nich jednostki, których pasją są patenty – ci ludzie znają się na rzeczy. Dla pozostałych kluczem do sukcesu jest wcześniej ułożony długoterminowy plan. Kancelarie czy firmy z przemysłu mody publikują na swoich stronach internetowych wymagania od kandydatów. Warto je czytać i stopniowo spełniać. Nie trzeba być studentem prawa, by zacząć kierować swoją wymarzoną karierą – można wcześniej. Jeżeli chce się działać w prawie mody, trzeba dużo pisać, jeździć na pokazy mody, poznawać ludzi. Profesjonaliści mają perfekcyjnie opracowane mechanizmy kierujące przemysłem mody, ale i solidnie opanowali tajniki wiedzy prawniczej. Nie ukrywam, że to twórcza domena, więc liczy się również siódmy zmysł. Zawód adwokata wymaga nie tylko zrozumienia prawa, ponadprzeciętnej etyki pracy, chęci angażowania się w projekty, które wybiegają poza sferę komfortu, ale także swego rodzaju inteligencji emocjonalnej, która pomaga uzyskiwać dobry kontakt z klientami i ze współpracownikami. Zamiłowanie do mody i prawa własności intelektualnej wcale nie oznacza, że będziesz świetnym prawnikiem. O powodzeniu decyduje też charakter i tak jak we wszystkim… odrobina szczęścia. Myślę jednak, że jeżeli ktoś ciężko pracuje, umie godnie przyjmować krytykę i nieustannie się rozwija, to osiągnie sukces. Ponadto… Może lepiej jednak pozostawię tę kwestię do przemyślenia. W końcu nie ma jednej ścieżki prowadzącej do triumfu.

Rozmawiała: Anna Radke