Ministerstwo Dobrego Mydla, Ania Bieluń, Ula Bieluń, sezonmagcom, cosmetic industry, cosmetic market

Biznes

Ministerstwo Dobrego Mydla

by Magdalena Linke (Przeczytaj po polsku)
28 people like it
Do you?

Two sisters: Ania and Ula Bielun, heavy boxes of soaps, the best raw materials and one goal – to produce cosmetics in a modest way.

Do you remember when you have decided to set up “Ministerstwo Dobrego Mydla”?

It took us a lot of time to make a decision. These were the years during which the desire to show what we do competed with our fear and uncertainty. Once we were dreaming about a big company but later we used to sit to the rules, unclear laws and the process of legalization of the “Ministry” and we gave up. But the idea returned quickly. It was September 1, 2013, when Anna received a phone call from a friend telling her that Szczecin Marshal’s Office is organizing a competition associated with EU grants and that there is a lack of one candidate. We were then in the middle of life with other things, Urszula started college, Ania spin photographic company. We needed fifteen minutes to drop everything and attend to the competition. We jumped and since then there was no turning back.

Is there a competition in the cosmetics market in Poland? How does it look like?

Until recently, the Polish cosmetics market was a place only for the largest enterprises. Foreign companies plus a few large national brands. Several years ago, the first small manufactories appeared. We are very happy because in cosmetics as well as in catering, there are countless directions of creation. There are artists creating intricate prefabricated soap, colorful, bright, crazy. They are natural orthodox, specialists in creams, soaps and body scrubs. This is the world of crafts and products involved very good quality.
This is very good news for consumers because what you buy in supermarkets is usually poor cosmetic wrapped in flashy brand of celebrity in the background. A good craftsman can prepare great soap, skin-friendly cream or lotion in a really affordable price. We are pleased to begin to use it.

What do you do to make your product unique? What is your recipe?

We set ourselves two goals: to produce very good cosmetic from the best raw material, given to customers in a modest way. We dispensed from shareholders. Sharing margin sooner or later would have forced us to revise highest quality of our raw materials used in cosmetics. Because our customers get the soap directly from the studio, we have freedom to choose the ingredients. We buy then great oils and butter, essential mineral pigments, we spend a lot of time shopping. Afterwards, all the soaps are being packed by using the eco-made packaging glass and paper.
Our offer is expanding very slowly because we are stubborn and oppressively perfect. We have two books of recipes that are still ironing out. We are working on a recipe for several months: trying, changing and improving it.
We also strive to accompany our customers at every stage of the purchase. We do not offer a hotline and a contact form as the sole source of dialogue. On our website you can easily find a telephone number where you can easily find us, answer questions, advise and dispels doubts. We strive to create a safe and welcoming space for those who love a good cosmetics and peace of mind and are tired of reading small labels.

How do you manage to reach customers? Are social media helpful?

Actually, we have never thought how to attract customers. We did not have any well-planned marketing strategy but believed that if we do something really well, then customers will come naturally. We have a profile on FB rather as an opportunity to communicate – our window from the studio, which is still quite far from the busy urban centers of Polish life.
Satisfied customers talk about us with their friends, we also appear at fairs in different parts of the country. On a daily basis we are missing a very personal contact with people who buy our products. We write a lot of e-mails but always look forward to the fair. The ability to wrap the soap in the paper and give it to the customer’s hands is really a great pleasure for us.
But there are also times when the postman brings us a parcel with beautiful chamomile tea box and the letter from the client attached to it. It gives us a sense of meaning and motivation to carry another heavy forms of soap.

Do you stick to the plan of activities and already know what you will do next year or are you more spontaneouse? 

Life of “Ministerstwo Dobrego Mydla” has a very similar dynamic of life in general. We have a lot of plans and we are trying to achieve them. On the other hand, a lot of things happen spontaneously. People bring a lot of good in our work and in relationships with them, we see the future of the “Ministerstwo”. We have an experience in the craft but we are still studying. And when we suddenly know someone who creates incredible body butters, good ceramics – we get blushes. So we sit down to the table and begin to talk. The talks are the beginning of a very good thing.

Pamiętacie początek, kiedy postanowiłyście założyć “Ministerstwo dobrego mydła”?

Proces dojrzewania do decyzji o rozpoczęciu sprzedaży naszych mydeł trwał bardzo długo. To były lata wahania podczas których chęć pokazania światu tego, co robimy mieszała się ze strachem i niepewnością. Dużo marzyłyśmy ale później siadałyśmy do przepisów, niejasnych ustaw i konfrontacji z procesem legalizacji “Ministerstwa” i zmęczone odpuszczałyśmy. Później temat powracał, nie potrafiłyśmy zapomnieć. Na końcu przyszedł pierwszy września 2013 roku, kiedy Ania odebrała telefon od znajomych z informacją, że szczeciński urząd marszałkowski organizuje konkurs związany z dotacjami unijnymi i brakuje im jednego kandydata. Byłyśmy wtedy w samym środku życia innymi sprawami, Urszula rozpoczynała studia, Ania rozkręcała firmę fotograficzną. Potrzebowałyśmy piętnastu minut, żeby rzucić wszystko i stawić się do konkursu. Skoczyłyśmy i od tamtej pory nie było już odwrotu.
Jak wygląda konkurencja na polskim rynku kosmetycznym?
Do niedawna na polskim rynku kosmetycznym było miejsce jedynie dla gigantów. Zagraniczne koncerny plus kilka dużych, krajowych marek. Kilka lat temu coś jakby drgnęło, pojawiają się pierwsze małe manufaktury, słychać coraz więcej ciekawych głosów. Bardzo nas to cieszy bo w kosmetyce podobnie jak w gastronomii istnieje niezliczona ilość kierunków tworzenia. Są artyści tworzący fikuśne mydła z prefabrykatów, kolorowe, błyszczące, odjechane. Są ortodoksyjnie naturalni, specjaliści od kremów, mydeł czy peelingów. To w dużej mierze świat bardzo zaangażowanego rzemiosła i bardzo dobrej jakości produktu. To bardzo dobra wiadomość dla konsumentów ponieważ to, co kupują w marketach jest zazwyczaj słabym kosmetykiem opakowanym w krzykliwy brand z celebrytą w tle. Dobry rzemieślnik potrafi przygotować świetne mydło, przyjazny skórze krem czy balsam w naprawdę przystępnej cenie. Z przyjemnością zaczynamy z tego korzystać.
Jaka jest receptura Waszych produktów? Dlaczego są wyjątkowe?
Na samym początku drogi wyznaczyłyśmy sobie dwa cele: to, co robimy ma być porządnym kosmetykiem z bardzo dobrego surowca podanym klientom w skromnej, niekrzykliwej formie. Z góry wykluczyłyśmy udział pośredników. Dzielenie się marżą prędzej czy później zmusiłoby nas do rewidowania receptur pod kątem jakości używanych w nich surowców. Ponieważ nasze dobra trafiają do klientów bezpośrednio z pracowni możemy sobie pozwolić na recepturową swobodę. Kupujemy więc świetne oleje i masła, olejki eteryczne i pigmenty mineralne, poświęcamy produktom dużo czasu wyrabiając je w niewielkich partiach. Wszystko pakujemy osobiście używając w tym celu ekologicznych opakowań- szkła i papieru.
Nasza oferta rozszerza się bardzo powoli ponieważ jesteśmy uparte i uciążliwie perfekcyjne. Mamy dwa zeszyty receptur, które wciąż dopracowujemy, mnóstwo projektów które ciągle nas nie satysfakcjonują. Potrafimy pracować nad przepisem kilka miesięcy wciąż próbując, zmieniając, poprawiając. Obiecałyśmy sobie jednak, że z pracowni nie wyjdzie nic, czego nie będziemy mogły firmować swoim nazwiskiem.
Staramy się również towarzyszyć naszym klientom na każdym etapie zakupów. Nie mamy infolinii z melodyjką, nie chowamy się za nazwą marki, nie oferujemy formularza kontaktowego jako jedynego źródła dialogu. Na naszej stronie łatwo znaleźć numer telefonu pod którym z łatwością można nas zastać, odpowiadamy na pytania, doradzamy i rozwiewamy wątpliwości. Staramy się stworzyć bezpieczną i przyjazną przestrzeń dla siebie i dla tych, którzy kochają dobre kosmetyki i święty spokój a są zmęczeni czytaniem małych druczków i doszukiwaniem się manipulacji wielkich brandów.
Jak udało Wam się trafić do klientów?
Właściwie nigdy nie myślałyśmy o tym jak pozyskamy klientów. Nie miałyśmy jakiejś dobrze przemyślanej strategii marketingowej. Wierzyłyśmy, że jeśli zabierzemy się za to, co umiemy robić dobrze i rzeczywiście dobrze to zrobimy klienci pojawią się jako naturalna kolej rzeczy. Założyłyśmy profil na FB raczej jako możliwość kontaktu, okienko z pracowni, która znajduje się przecież dość daleko od tętniących wielkomiejskim życiem centrów Polski. Zajęłyśmy się mydłami i zdjęciami a reszta konsekwentnie i powoli rozwijała się wokół nas. Zadowoleni klienci mówią o nas kolejnym osobom, staramy się również pojawiać na targach w różnych zakątkach kraju. Na codzień bardzo nam brakuje osobistego kontaktu z osobami, które kupują nasze produkty. Trochę koimy tę tęsknotę właśnie na FB czy Instagramie, piszemy sporo maili, odpowiadamy na dziesiątki pytań, pokazujemy co na bieżąco dzieje się w pracowni. Zawsze jednak czekamy na targi. Możliwość zawinięcia mydła w papier i podania go w dłonie klienta jest dla nas naprawdę wielką przyjemnością. Jest wtedy dużo śmiechu i dużo rozmów, zawsze wyczekujemy tych momentów.
Ale bywają też chwile kiedy listonosz przynosi do pracowni list albo paczkę z piękną puszką herbaty rumiankowej i załączonym liścikiem od klientki. To nas bardzo osadza w tym, co robimy, daje poczucie sensu i motywuje do dźwigania kolejnych ciężkich form z mydłem.
Planujecie swój biznes spontanicznie, czy realizujecie z góry założony plan?
Życie Ministerstwa ma bardzo podobną dynamikę do życia w ogóle. Z jednej strony mamy mnóstwo planów, część z nich konsekwentnie realizujemy, części z nich dopiero się przyglądamy, badamy grunt, część porzucamy po drodze jeśli nie czujemy “kliknięcia”, jeśli gdzieś podążamy a nie ma rumieńca- wycofujemy się. Z drugiej jednak strony wiele rzeczy wydarza się zupełnie spontanicznie, czasem coś przychodzi przez sen a czasem wydarza się przypadek lub rozsypane od miesięcy puzzle składają się nagle w kompletną całość. Wiele dobrego wnoszą ludzie i to w relacji z nimi widzimy przyszłość Ministerstwa. Mamy swoje doświadczenie w rzemiośle ale nie wszystko potrafimy przecież zrobić, wiele rzeczy nie wystarczająco dobrze. I kiedy nagle poznajemy kogoś, kto tworzy niebywałe masła do ciała, dobrą ceramikę czy piękne świece- dostajemy rumieńców. Siadamy do stołu i zaczynamy rozmawiać. Rozmowy są początkiem bardzo dobrych rzeczy.