Foto, Kultura

Ola Bydlowska: świeżość i zoom na detal

by Magdalena Linke
Waiting for somebody to like it
Do you?

Flowers and friends

Świeżość i zoom na detal. W fotografiach Oli Bydlowskiej jest miejsce na kontrast i eksperymenty z formą. Choć sama twierdzi, że jeszcze wszystko przed nią, już debiutowała w prasie. Nam opowiada, jak wyglądały jej początki z aparatem i zdradza, w jakim kierunku zmierza.

Magdalena Linke: Jak zaczynałaś?
Ola Bydlowska: Pamiętam upalne wakacje i mój wyjazd do Gliwic na warsztaty taneczne. Nocowałam u babci, gdzie w zakamarkach mieszkania znalazłam szuflady i skrzynie wypełnione zdjęciami, zrobionymi przez mojego dziadka. Później zaczęły się rozmowy z tatą o znalezisku, odszukiwanie aparatów i próby z fotografią analogową. Pierwsza rolka filmu kompletnie nie wyszła, była cała prześwietlona. Pamiętam swoją złość, próbowałam sobie wtedy przypomnieć wszystkie momenty uwiecznione na kliszy i przerysować je do szkicownika. Nie poddałam się jednak, wkrótce poprosiłam rodziców o cyfrową lustrzankę. Taką do fotografowania kwiatów i koleżanek.

Uczysz się fotografii?
Studiuję na wydziale Komunikacji Multimedialnej Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Jestem pierwszym rocznikiem, który po reorganizacji struktury uczelni ma możliwość studiowania na Katedrze Fotografii. Uniwersytet Artystyczny to dobry wybór, jestem jedynie delikatnie zła na siebie, że nie pokusiłam się o Katedrę Intermediów. Sporo moich szkolnych prac jest interdyscyplinarna, próbuję z video, instalacjami, a moje fotografie są nieraz zapisem, dokumentacją działań performatywnych.

Fotografia jest dla Ciebie bardziej zawodem czy pasją?
Zaczęło się od pasji, zmierza w kierunku zawodu. Chociaż chciałabym spróbować w życiu jeszcze czegoś innego, bycia architektem, ogrodnikiem albo chirurgiem.

Miałaś już swój debiut w prasie?
W ostatnim czasie można było przeczytać o mnie i obejrzeć moje prace w Label Magazine i Zwykłym Życiu. Wcześniej,  w 2013r. była Melba Magazine – fotograficzne początki, także pierwsze miesiące mieszkania w Warszawie, tak zwanego rzucenia się na głęboką wodę.
Jakich fotografów podziwiasz?
Nie mam ulubionych fotografów, mam ulubione pojedyncze fotografie. Podziwiam na pewno fotografów konsekwentnych i pracowitych. Nie inspirują mnie zresztą zdjęcia, a obserwacje, które później przekładam na swoje prace. Obrazując, nieraz wykonuję zdjęcia telefonem, żeby później wykorzystać zauważony motyw w swojej fotografii kreacyjnej. Czasem zainspiruje mnie obraz czy rzeźba. Sztuka niewizualna jak muzyka jest pomocna podczas samego procesu twórczego.
Często fotografujesz ludzi.
Lubię takie zdjęcia, równie bardzo jak martwe natury. W ludziach podoba mi się energia, którą można przetwarzać na własny sposób. Sytuacja fotografowania innej osoby jest mocno specyficzna, wszystko obraca się wokół poczucia pewności, a zarazem niepewności.

Lubisz eksperymentować?
Eksperymentuję głownie z tym, co dzieje się przed obiektywem i w przypadku zdjęć ludzi, zachęcam do eksperymentu moich modeli. Powoli przychodzi mi eksperymentowanie z techniką, jestem za mało cierpliwa do dłuższych poszukiwań i prób związanych z funkcjami i możliwościami aparatu. Lubię zresztą realizm fotografii, nigdy nie przekonywały mnie łamania płaszczyzn, małe głębie ostrości, szlachetne techniki. Fascynują mnie jednak coraz bardziej możliwości postprodukcji i być może będzie to kolejny krok w mojej twórczości.

Jak zamierzasz się dalej rozwijać?
Aktualnie, w przerwie od stałej pracy i szkoły, pracuję nad własnymi projektami i staram się budować portfolio komercyjne. Jest to czas na odkrywanie, w jakich obszarach fotograficznych chcę funkcjonować, a które zupełnie mi nie odpowiadają. Planuję też długą wyprawę na północ i krótszą na wschód, mocno związaną z fotografią. Nie zdradzam szczegółów, żeby nie zapeszać.