Articles, Miejsca

Perfumy nie mają płci

by Magdalena Linke
78 people like it
Do you?

Na punkcie Galilu – niewielkiej perfumerii przy ulicy Mokotowskiej – zdążyli oszaleć warszawiacy. Oryginalne zapachy na bazie tuszu do kaligrafii, tzw. molekuły z ISO E SUPER czy tradycyjne kompozycje kwiatowe? Niezależnie od wyboru, gdy raz tu wejdziesz, zapomnisz o sieciówkach.

Jak powstało Galilu?

Agnieszka Łukasik: Od samego początku chciałyśmy z Warynią (Grelą, przyp. red.), moją wspólniczką, stworzyć miejsce wyjątkowe, ale nie ekskluzywne, takie, które oferowałoby niszowe marki kosmetyków i perfum bardzo dobrej jakości. Sama historia powstania miejsca jest ciekawa. Pewnego dnia spotkały się dwie sąsiadki i zaczęły rozmawiać o przyszłości. Od słowa do słowa padł pomysł otwarcia perfumerii. Obie często wyjeżdżałyśmy za granicę, chodziłyśmy do różnych sklepów. Jednym z nich, który urzekł nas równolegle, był  Space.NK w Londynie. To niszowa perfumeria, która specjalizuje się w produktach do pielęgnacji urody. Brakowało nam takiego miejsca w Polsce, dlatego zdecydowałyśmy się otworzyć Galilu.

Jak dużo czasu spędziłyście nad wdrożeniem projektu w życie?

Proces tworzenia sklepu i doprecyzowania konceptu trwał prawie rok. Galilu powstało niecałe 10 lat temu. Od tego czasu w Polsce zmieniło się bardzo wiele. Wcześniej nie było niszowych sklepów, które skupiałyby się na nieznanych markach. Dlatego na początku byłyśmy zdane na siebie. Podróżowałyśmy po Europie, pokazywałyśmy właścicielom marek nasze plany i renderingi od architekta. Dla firm, z którymi rozmawiałyśmy, niezwykle ważny był adres sklepu. Poszczęściło nam się, ponieważ wiele z nich obdarowało nas kredytem zaufania. W tej chwili jesteśmy już znaczącą firmą, która zajmuje się niszowymi markami perfum, ale również całą pielęgnacją. Mamy tez odrębny sklep wyłącznie dedykowany urodzie.

Do Galilu wpada coraz więcej klientów?

Gromadziłyśmy przez dekadę doświadczenie i wraz z nim dojrzewał nasz klient. To był wspólny proces edukacyjny. W ofercie mamy szereg zapachów, które są nieco trudniejsze, trzeba do nich dojrzeć. Są osoby, którym one w ogóle nie pasują. Był np. taki zapach Paper passion, który imitował papier. Mamy też zapachy, powstałe na bazie tuszu do kaligrafii. W naszej ofercie jest kilkadziesiąt marek. Niektórzy przychodzą do nas po raz pierwszy. Im pokazujemy zapachy łatwiejsze w odbiorze. Jeżeli klient z nami zostaje, to sam później przychodzi po inny zapach, wnika głębiej i wyczuwa różnicę w jakości. Jednym słowem, szkoli nos.

Czyli jednocześnie odstawia na dalszy plan sieciówki?

Klienci do nas wracają i mówią, że nie mogą już wchodzić do sieciowych perfumerii, ponieważ ich tamte zapachy „zabijają”. Nasz nos jest w stanie znieść bardzo wiele woni i przyzwyczaja się do różnych zapachów, również do ich jakości. Trudno się później odnaleźć w sieciowej perfumerii, gdzie niestety większość zapachów nie jest jakościowa.

Chodzi wyłącznie o jakość perfum?

Jakość jest bardzo ważna. Zawsze powtarzam, że trwałość perfum zależy od nut zapachowych, które tworzą kompozycję. Istnieją takie zapachy, które są bardzo ulotne, na przykład cytrusowe. Nie oznacza to, że są złe, ale że tak zostały stworzone. Te zapachy, które my proponujemy, mają głębię, rozwijają się w kontakcie ze skórą. To znacząca różnica, którą klienci sami dostrzegają.

Jaki zapach cieszy się w Galilu największym powodzeniem?

Najbardziej popularnym zapachem są tzw. molekuły, czyli Escentric Molecules 01. To konceptualny zapach, który mamy w ofercie od 7 lat. Składa się tylko z jednego składnika syntetycznego, ISO E SUPER oraz alkoholu. Ujawnia się i chowa na skórze. Są osoby, które go czują, ale nie wszyscy. Działa przyciągająco, choć nie ma w nim feromonów. To zaskakujący pomysł, jeden z najgenialniejszych we współczesnym świecie perfum. Rozmawiałam wielokrotnie z różnymi nosami, którzy twierdzą, że to absurd. Tylko, że ten absurd przyciąga do siebie rzesze ludzi.

Mężczyźni też sięgają po molekuły?

Gro klientów to kobiety, choć mężczyźni również kupują ten zapach. Wszystkie nasze propozycje są uniseksowe. Perfumy nie mają płci. Współcześnie obserwujemy podział na męskie i damskie. To daje możliwość produkowania większej ilości zapachów i ułatwia poruszanie się po dużej perfumerii. Nasz węch jest jednak subiektywną sprawą. Zdarza się, że mężczyźni również kochają kwiatowe zapachy, a kobiety te na bazie paczuli czy olejków drzewnych, klasyfikowanych jako męskie. Trudno jest z tym zerwać.

Zawsze docierałyśmy do grupy, która oczekiwała czegoś więcej, chciała podkreślić swój indywidualizm. Często są to ludzie, którzy podróżują i znają dane marki. Najmniej liczną grupą są bardzo młodzi, którzy, moim zdaniem, jeszcze przeżywają zachwyt sieciówką.

I nie są zainteresowani perfumami z „wyższej półki”.

Rynek niszowych perfum tez jest coraz bardziej nierówny. Perfumy łatwo zrobić. Ale żeby były jakościowe, potrzeba najlepszych materiałów i pieniędzy. Editions de Parfums FrederiC MaILE to jedna z moich ulubionych marek, na którą czekałyśmy cztery lata. Tak długo decydowali o tym, żeby wystawić perfumy w Galilu. Frederic jest niesamowitym profesjonalistą. Gdy patrzysz na markę, wszystko w niej jest spójne. Idea jego zapachów też opierała się na pewnej edycji. Jako pierwszy zaczął wykorzystywać talent perfumiarzy, wybitnych nosów, których nikt wcześniej nie znał z imienia i nazwiska. Wszystkie swoje zapachy, które były tworzone przez tych autorów, podpisywał ich nazwiskiem i nadawał każdej kompozycji osobną nazwę. Wobec czego powstało kilkanaście niesamowitych zapachów