Priscilla Gallery, vintage

Biznes, Kultura

Priscilla Gallery fills a niche

by Marta Nowak (Przeczytaj po polsku)
69 people like it
Do you?

We intervied Monika Biała – the co-owner of Priscilla Gallery, vintage store located in Poznań on Garbary Street 65/3.

What was your imagination of your future profession when you were a child?

Since I remember, I always wanted to do something connected with art. My father graduated from Academy of Fine Arts so his artistic knack somehow came into me and I started to keep telling everyone in the primary school that I would choose the same path as he did. I didn’t know then what exactly I could do but I really felt it should have been related to art. And so happened.

What did you study?

Graphics and graphic design, both at University of Arts in Poznań.

Did you know that you would focus on fashion when you were going up?

Fashion had always been my passion although I chose to study graphics. There was a time I wanted to study fashion design but I didn’t graduate from the secondary school of fine arts so it disallowed me somehow from this audacious plan. I chose graphics because it entails combining the skills from different areas. But maybe in the future I will desire to study fashion design – I don’t know yet.

How did you come up with the idea of setting up a vintage store?

It came naturally, from the passion to clothes and all the background of fashion. I used to live in London which was full of vintage stores. I got inspired by them. After coming back to Poland I found out that there was no place where I could buy vintage clothes, I could only go to chain stores. I thought that if vintage was so popular abroad and it was so fast-growing, maybe it wasn’t a bad idea to open such place in Poznań. I talked about this plan with my colleague Kasia Smoczyńska, who also loved fashion. It took us a long time to implement a project but we did it and it turned out to be a fantastic bull’s eye. People from the whole country started to visit us. We filled a niche.

When did you set up the store?

Four years ago.

But you didn’t start at Garbary 65, your current location, did you?

No but since the beginning we have been staying at this neighbourhood. We were looking for the right place for a long time. We wanted it to set us apart so we chose a dwelling to establish there a store – there were no entrance from the street, clients had to ring the bell and go up the stairs so they were a little bit afraid of that. But thanks to Facebook, a lot of people finally drifted into Priscilla. Then we moved to another location, those time business premises. Its space was interesting and so was the light there. But when someone told us that the place on Garbary was free to move in and that it had a shop window and wooden stairs we decided to move for the third time. This place is definitely the best among all we had.

What about the name of the store? Why Priscilla?

A friend of us came up with the idea of Priscilla as we were wondering how to name the store and couldn’t decided on any name. Priscilla was a name of Elvis Presley’s wife. We thought that it actually fited up with us so we chose it without hesitation.

 How do you manage to run your business?

It’s even quite strange but we have been succesful since the beginning. Admittedly I started with some savings from London but I was sure that the store wouldn’t be profitable. Fortunately there was no month like that. You know, sometimes it can be worse, sometimes it can be better, but we are always in the black.

What kind of clients do you have?

At the beginning there were just young people, very rarely random but those who knew us from the internet and who planned to buy something. Now, as we are in the city centre and have the shop window, some older women come to visit us. As you can see, everyone can find something interesting here.

What about the men?

They visit us as well but our range of clothes dedicated to them is not so vast. We have jackets, coats and a lot of unisex clothes.

And some celebrities?

Yes, they barge into our store quite often. For example Michał Szpak – our clothes fit him really well so he is in his element here. Also Scott Schuman decided to pay a visit to Priscilla – he even posted about us so we felt honoured.

How do you get the clothes you are going to sell?

That’s a quesion we are often asked by our clients. We travel a lot – both in Poland and abroad. Then, we look for some vintage clothes, mostly in the second-hand shops. We find the most outstanding things in small towns. People who do shopping in a small town second-hand shop are interested in different garment than we are. And during the trips, we always try to spend the whole one day looking for some stuff for Priscilla. We have brought the clothes from Berlin, London, Paris…

Every trip is fruitful?

Maybe not everyone but we never return empty-handed. We cannot predict what we are going to find and we don’t want to impede the spirit of Priscilla.

Are you, as the owners of Priscilla, wearing things from your store?

Usually yes, though thinking about the clients we try to minimalise it but it’s difficult as we really like the clothes we sell. Fortunately, size of many of them doesn’t suit us so we don’t take clothes away.

What about your future plans?

We are going to develop our online store. Many people ask about it and the website thrives really well. That’s our current priority.

www.priscillagallery.com

Priscilla Gallery wypełnia niszę

Rozmawialiśmy z Moniką Białą, współwłaścicielką Priscilla Gallery, butiku vintage przy ul. Garbary 65/3 w Poznaniu.

Kim chciałaś zostać, gdy byłaś mała?

Odkąd pamiętam, chciałam robić coś związanego ze sztuką. Mój tata był po ASP, a ja sama od zawsze miałam plastyczne zacięcie i już w podstawówce powtarzałam wszystkim, że pójdę w ślady ojca. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, co dokładnie będę robić, ale czułam, że będzie to coś powiązanego ze sztuka. Tak się też stało.

Co studiowałaś?

Grafikę projektową i grafikę warsztatową. Oba kierunki na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu.

A czy już od początku studiów wiedziałaś, że to, czy się zajmiesz, będzie wiązało się z modą?

Moda zawsze była moją pasją. Jednak kierunkiem, który wybrałam, była grafika. Był czas, gdy chciałam studiować projektowanie ubioru, jednak powstrzymywało mnie to, że nie ukończyłam liceum plastycznego. Dlatego wybrałam grafikę, bo ten kierunek łączy umiejętności z różnych dziedzin. Nie wykluczam jednak, że skończę jeszcze jakieś studia związane z projektowaniem ubrań.

Jak zrodził się pomysł na butik vintage?

Właśnie z pasji do mody. Przez pewien czas mieszkałam w Londynie i tam takich sklepów było mnóstwo. Inspirowały mnie butiki, które odwiedzałam, podróżując. Po powrocie do Polski zauważyłam, że tutaj nie można kupić ubrań w stylu vintage, jedynym rozwiązaniem są sieciówki. Pomyślałam więc, że skoro tutaj mało jest takich miejsc, a za granicą bardzo prężnie się rozwijają, to warto założyć podobne w Poznaniu. W projekt zaangażowałam przyjaciółkę ze studiów, Kasię Smoczyńską, która również ma modowego bakcyla. Od pomysłu do jego realizacji droga była bardzo krótka. A okazał się strzałem w dziesiątkę. Wtedy nie było jeszcze podobnych miejsc w Polsce, przynajmniej bardzo mało. Zaczęli trafiać do nas klienci z całego kraju. Wcisnęłyśmy się w niszę.

Czyli ile już działacie?

Teraz leci nam czwarty rok.

Ale Garbary 65 to nie jest Wasze pierwsze miejsce?

Nie. Na początku byłyśmy ulicę obok. Długo szukałyśmy właściwego lokum, chciałyśmy, żeby wyróżniało się czymś od reszty sklepów. Dlatego na butik zaadaptowałyśmy lokal mieszkalny. Nie było wejścia z ulicy, trzeba było zadzwonić dzwonkiem, wejść po schodach, klienci trochę bali się tej formy. Jednak od pierwszego dnia reklamowałyśmy się na Facebooku, dlatego nie narzekałyśmy na brak klientów. Później znalazłyśmy miejsce zupełnie obok pierwszego, też lokal użytkowy. Skusiła nas ciekawa przestrzeń i światło. Ale kiedy dowiedziałyśmy się, że zwalnia się miejsce na Garbarach, w dodatku z witryną i drewnianymi schodami, postanowiłyśmy przenieść się po raz trzeci. To miejsce jest zdecydowanie najfajniejsze z dotychczasowych.

Skąd wziął się pomysł na nazwę?

Długo się nad nią zastanawiałyśmy, aż jedna z moich koleżanek rzuciła propozycję Priscilla. Priscilla to imię żony Elvisa Presleya. Stwierdziłyśmy, że ta nazwa bardzo do nas pasuje, więc bez wahania ją wybrałyśmy.

Jak utrzymujecie butik? 

To wręcz dziwne, że udaje nam się od samego początku. Na początku miałam wprawdzie oszczędności z pracy w Londynie, ale byłam przekonana, że będziemy musiały dokładać do interesu. Na szczęście nie było ani jednego takiego miesiąca. Wiadomo, czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale zawsze wychodzimy na plus.

Kto głównie kupuje w Priscilla Gallery?

Na początku odwiedzały nas głównie młode osoby, ale rzadko były to przypadkowe osoby, raczej te, które wiedziały o nas z sieci i planowały zakupy. Teraz, gdy jesteśmy w centrum i w dodatku mamy witrynę sklepową, zagląda do nas dużo starszych pań, które wcześniej nie były naszymi klientkami. Jak się okazuje, coś dla siebie znajdą tutaj osoby w każdym wieku.

A panowie?

Panowie też, chociaż dla nich wybór jest trochę mniejszy. Są marynarki, płaszcze, dużo ubrań unisex.

Odwiedzają Was czasem znane osoby?

Tak. Jedną z takich osób jest Michał Szpak. Nasze ubrania świetnie pasują do jego stylu, dlatego czuje się tutaj jak ryba w wodzie. Odwiedził nas także Scott Schuman – napisał nawet o nas post. To był dla nas duży zaszczyt.

Skąd bierzecie asortyment?

To bardzo częste pytanie, zwłaszcza ze strony klientów. Dużo jeździmy po Polsce i świecie. Podczas wyjazdów szukamy rzeczy w stylu vintage, które można by sprzedać. Głównie w second-handach. W małych miasteczkach znajdujemy prawdziwe skarby. Ludzie, którzy je odwiedzają szukają innego asortymentu niż ten, na który my zwracamy uwagę. Zawsze podczas wycieczek staramy się znaleźć choć jeden dzień na poszukiwania czegoś do butiku. Przywoziłyśmy rzeczy z Berlina, Londynu, Paryża.

Zdarzały się wyjazdy po towar, po których wracałyście z niczym?

Może nie aż do tego stopnia, żeby przyjechać z pustymi rękami, ale zdarzały się gorsze wyjazdy. Nigdy nie mamy wpływu na to, co znajdziemy, a nie chcemy przemycać do sklepu czegoś, co będzie zakłócało klimat, co nie będzie pasowało stylem do reszty.

Wy, właścicielki, też ubieracie się tutaj?

Raczej tak, choć staramy się nie podkradać rzeczy, choć to trudne, bo rzeczy, które sprowadzamy, nam samym bardzo się podobają. Na szczęście nie wszystko jest w naszym rozmiarze i to skutecznie powstrzymuje nas od przynoszenia ubrań do domu.

Jakie macie plany na przyszłość?

Chcemy rozwinąć sklep online. Dużo klientów o niego pyta, strona dobrze prosperuje. To teraz nasz priorytet.

www.priscillagallery.com